Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2714°CZa nami Święto Niepodległości. W tym roku wypadło w niedzielę, więc połowa rodaków nie zdążyła go nawet zauważyć, a druga połowa żałuje, że wypadło w dzień i tak wolny od pracy.
Przez długie lata było to święto zakazane, czyli opozycyjne. Ludzie związani bądź tylko sympatyzujący z Solidarnością gromadzili się 11 listopada wieczorami w kościołach na mszach za ojczyznę. Serca mocniej im biły, gdy z rękami wyciągniętymi w geście wyrażającym wiarę w zwycięstwo nad nieludzkim ustrojem śpiewali „Boże, coś Polskę”.
Takie święto powinno wyzwalać w nas narodowy entuzjazm, a przecież poza oficjalnymi uroczystościami trudno zauważyć przejawy oddolnego świętowania. Tak naprawdę to bardziej święto państwowe niż narodowe. Dla zdecydowanej większości Polaków to zwyczajnie jeszcze jeden dodatkowy dzień wolny.
Przyczyny tego braku zaangażowania rodaków są zapewne złożone. Najistotniejszą wydaje się być nasz klimat. Listopad, ponury, sprzyjający raczej depresjom miesiąc, to chyba najgorsza pora na świętowanie czegokolwiek. Naturalny entuzjazm jest właściwie na wyczerpaniu po zakończonym sezonie festynowo-piknikowo-grillowym. Trudno też w listopadzie organizować imprezę plenerową.
Druga przyczyna to bez wątpienia brak formuły tego święta. No bo niby jak świętować? W „Małym Księciu” Saint-Exupéry’ego w kluczowej dla całej książki rozmowie tytułowego bohatera z lisem padają ważne słowa: „Potrzebny jest obrządek. Dzięki obrządkowi pewien dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin. Moi myśliwi, na przykład, mają swój rytuał. W czwartek tańczą z wioskowymi dziewczętami. Stąd czwartek jest cudownym dniem!”.
Ów obrządek czy rytuał to rzecz kluczowa. Amerykanie np. Święto Dziękczynienia skojarzyli z indykiem. W czasach PRL-u pierwszomajowym obrządkiem były pochody, na które chodziło się, by zobaczyć defilujących sportowców czy znajomych. Niby bzdura, ale coś się działo. Do tego były kiermasze towarów deficytowych, a że deficytowe było wtedy prawie wszystko, i one cieszyły się sporą popularnością. Niestety, dla Święta Niepodległości nikt żadnego obrządku nie stworzył. Nie znaleziono sposobu, by zająć czymś ludzi. Trudno uznać za taką próbę uroczystości centralne. Polacy może by i poświętowali, no ale jak, skoro nic się właściwie nie dzieje.
Trzecia przyczyna to historyczne, mało w sumie konkretne korzenie tego święta. Większość z nas nie ma pojęcia, z jakiej to właściwie okazji całe to zamieszanie. Kojarzy je z marszałkiem Piłsudskim, ale wie niewiele więcej. W podpisaniu zawieszenia broni, które zakończyło w roku 1918 pierwszą wojnę światową, Polacy nie brali przecież udziału, a przekazanie Piłsudskiemu władzy przez Radę Regencyjną to dla narodu z ułańską fantazją raczej lichy powód do świętowania. Gdyby to była przynajmniej rocznica jakiejś zwycięskiej bitwy, to co innego. Do demokracji i niepodległości jako naród też przyzwyczailiśmy się już na tyle, że samo ich posiadanie do okazywania radości i szczęścia nikogo raczej nie skłania.
Z opisanych powodów akcje Święta Niepodległości stoją dziś marnie i raczej nic nie wskazuje na to, by w ciągu najbliższych lat coś miało się zmienić. W najlepszej sytuacji jest Telewizja Polska, która z okazji takich świąt rutynowo serwuje nam filmowe wcielenia narodowych bohaterów bądź ekranizacje równie narodowych epopei. W tym roku znów pokazała „Pana Tadeusza”.