Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2714°C
1 listopada przypada Wszystkich Świętych, a nazajutrz Dzień Zaduszny. To dobra okazja do zmierzenia się z dwoma pojęciami: świętością i śmiercią. Umysł ludzki nie potrafi ogarnąć ani jednego, ani drugiego, ale warto chociaż podjąć próbę, bo wówczas może będzie łatwiej żyć, a i ostateczność przestanie być taka przerażająca.
Problem w tym, że aby zostać błogosławionym czy świętym, trzeba umrzeć, bo człowiek po śmierci nie jest w stanie zrobić nic złego. Tak najprościej tłumaczy Kościół katolicki. Chodzi tu jednak o wyniesienie na ołtarze, a więc beatyfikację czy kanonizację. Sytuacja wygląda zgoła inaczej z punktu widzenia chrześcijaństwa, ponieważ każdy człowiek staje się święty z chwilą przyjęcia chrztu, a potem ma dążyć do ideału, jakim jest Bóg, więc wszyscy jesteśmy powołani do świętości. W pierwszych wiekach po Chrystusie ta świadomość była bardzo silna, jej korzenie odnajdujemy zresztą i w Starym, i w Nowym Testamencie.
Męczennicy z Panteonu
Pozdrów świętych w Efezie czy Koryncie – pisał św. Paweł, mając na myśli zwykłych wiernych. Z czasem, niezależnie od siły wiary, narosło przekonanie, że świętość jest osiągalna jedynie w przypadku księży czy zakonników, choć Jezus, umierając na krzyżu, powiedział do wiszącego obok dobrego łotra: jeszcze dziś będziesz ze mną w raju. Była to pierwsza kanonizacja w dziejach świata, w dodatku dotyczyła kryminalisty, który wedle tradycji miał na imię Dyzma, a obecnie ma kaplicę w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Niegdyś jednak nikt nie wpadłby na pomysł proszenia go o wstawiennictwo, bo pierwsi chrześcijanie, w obawie przed bałwochwalstwem, nikomu nie oddawali czci.
Najpierw zaczęto otaczać nią Marię, matkę Jezusa, a potem ludzi, którzy oddali życie za wiarę, ale byli znani tylko w lokalnych społecznościach. Przełom nastąpił na Panteonie (wzniesionym u schyłku epoki antycznej jako centrum kultu rzymskich bóstw), który w 609 roku cesarz Fokas podarował papieżowi Bonifacemu IV, a ten przekształcił w kościół pw. Matki Bożej i Męczenników. To wydarzenie zapoczątkowało historię dnia Wszystkich Świętych, obchodzonego od 610 roku, ale 1 maja. Na 1 listopada w 731 roku przeniósł go papież Grzegorz III, jednak i wtedy uroczystość nie miała takiego wymiaru jak teraz, zwłaszcza że nie było wyniesionych na ołtarze. Pierwszej kanonizacji w obecnym znaczeniu w 993 roku dokonał papież Jan XV, ogłaszając świętym biskupa Ulryka z Augsburga.
Cząstka Boga
Potem liczba świętych zaczęła rosnąć, a dziś może sięgać nawet czterech tysięcy. Rekord padł w czasach pontyfikatu Jana Pawła II, który wyświęcił więcej osób, niż wszyscy jego poprzednicy razem wzięci. Niektórzy mieli mu to za złe, Kościół katolicki odsyła jednak do starotestamentowej Księgi Kapłańskiej (19,2), gdzie czytamy: bądźcie świętymi, bo ja jestem święty, Pan Bóg wasz. To odniesienie do powszechnego powołania do świętości, o którym przypomniał Sobór Watykański II (1962-1965). Papież Polak, który dziś sam jest kandydatem na ołtarze, zaczął wyciągać z tego wnioski, bo skoro w każdym człowieku jest cząstka Boga, to każdy może zostać świętym.
– Mawiał zresztą, że święci są wśród nas, bo świętość na co dzień polega na sumiennym wykonywaniu obowiązków swojego stanu i zawodu – tłumaczy ks. Stanisław Gańczorz, proboszcz farnej parafii w Żorach. Tacy zwykli święci, i to w wielkiej liczbie, żyli także dawniej, ale z powodu innego podejścia do sprawy, ale przede wszystkim braku radia, telewizji, gazet czy poczty Kościół nie miał danych, bez których nie ma mowy o wyniesieniu kogokolwiek na ołtarze. Do tego potrzeba bowiem udowodnienia tzw. heroiczności cnót, a w przypadku kanonizacji także cudu (np. uzdrowienia), potwierdzonego przez niewierzących specjalistów z danej dziedziny. Dziś nie ma już kłopotu z informacją, dlatego też rośnie liczba świętych i błogosławionych. Kim są oni dla świata?
Chwila czy wieczność
– Gdyby porównać Boga do słońca, to można powiedzieć, że promieniami, ale świecącymi własnym światłem. Każda epoka ma przecież swoich świętych, poza tym wywodzą się oni ze wszystkich warstw społecznych i mają różne cnoty czy zasługi – odpowiada ks. Gańczorz. Pytanie, co zmieniają beatyfikacja czy kanonizacja w przypadku osób, które i tak odeszły z tego świata w opinii świętości. – Proces ma taki sam wymiar, jak przyznanie nagrody Nobla, bo dana postać staje się powszechnie znana i znajduje naśladowców. Odwołałbym się tu do Wisławy Szymborskiej, która napisała w jednym z wierszy: minuta ciszy po umarłych czasem do późnej nocy trwa, ponieważ wyniesienie na ołtarze przedłuża to, co zostaje po wyjątkowym człowieku – podsumowuje żorski kapłan.