Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2815°CW piątek o północy zapadnie wyborcza cisza, ale do tego czasu jeszcze wiele może się zdarzyć. Przemawianie z sejmowej mównicy w blasku fleszy i zwoływanie konferencji prasowych, nie mówiąc już o poczuciu władzy i misji, daje bowiem znacznie więcej satysfakcji, niż np. smażenie jajecznicy ze szczypiorkiem (vide Jan Maria Rokita), więc kampania ma przeróżne barwy. Wolałabym, żeby nie angażowała sądów do obrony honoru psa i była rzeczowa, ale jest, jaka jest.
Dobrze chociaż, że zdarzają się w niej elementy zabawne. Rozważmy np. przypadek dwóch kandydatów największych partii, którzy startują z Kalisza, choć pochodzą z innych stron. Obaj już wiedzą, że uprawianie tzw. spadochroniarstwa bez solidnego przygotowania może mieć gorzki smak, bo jeden obiecywał utworzenie uczelni, która istnieje, a drugi wspieranie klubu motorowego, jakiego nigdy nie było. Tak czy siak Kalisz może zyskać więcej niż Włoszczowa, gdzie pewien poseł, który zdobył mandat z okręgu kieleckiego, a obecnie i kandydat na posła, zatrzymał pociąg InterCity. Wedle mediów, kosztowało to 3,5 mln zł, wedle pomysłodawcy 900 tys. zł, a PKP wzbogaciły się o lukratywną stację, której urządzenie nie zwróci się do końca świata, bo do ekspresu wsiada kilka osób dziennie. 11-tysięcznemu miastu przyszło z tego tyle, że odwiedzających jego stronę internetową wita „pociąg do sukcesu”.
Reszta (dobrze to wiem, bo z Włoszczowy do mojej rodzinnej miejscowości jest 18 km) pozostała bez zmian, co już nie jest zabawne. Rozśmieszyć może za to sposób, w jaki niektórzy usiłują punktować kłamstwa rywali. Na prowadzenie wysuwa się tu partia, która sprawiła sobie figurkę Pinokia, choć odbiór był różny. Córeczka znajomych np. dziwiła się, że nos może wydłużać się nie tylko w bajce Carla Collodiego, ale jej rodzice nie mogli już uwierzyć, że słynny drewniany pajacyk staje się gwiazdą polskiej polityki. Niechybnie pomógłby jednak wyjaśnić, czy powodem wpadki byłego prezydenta RP jest pociąg do kieliszka, czy wirus z Filipin (sanepid mimo godnego podziwu zaangażowania nie rozwiał wątpliwości), przydałby się też podczas piątkowej debaty gigantów. Obaj bowiem często zarzucali sobie mijanie się z prawdą, choć chwilami zwracali się do siebie per panie Donku czy Jarku.
Ledwo zeszli z ringu, przegrany (wedle miażdżącej większości obserwatorów) oznajmił, że czuje się zdecydowanym zwycięzcą, a gdy nie dało się już dłużej dawać odporu sondażom i tytułom w zachodniej prasie, jego poplecznicy oświadczyli, że publiczność przeciwnika zachowała się jak kibole, aby przyćmić wielkość ich faworyta. Dobrze chociaż, że ten, co wyszedł z tarczą, nie powiedział, że wygrał, ale że chce wygrać wybory, bo to jest sedno sprawy, o które chodzi wszystkim kandydatom, a dozwolony staje się każdy chwyt. Oby tylko rodacy nie dali się omamić, bo idąc do urn, będą głosowali nad swoim losem, ale chyba niewielu ma tego świadomość. Dowodzi tego choćby zdarzenie na jednej z konwencji wyborczych. Dziennikarze telewizyjni ogłaszali tam wyniki sondaży, które na tyle nie spodobały się jednemu z mieszkańców, że kompletnie zniszczył im kamerę wideo. I niech mi ktoś powie, że Polacy są odporni na manipulacje.