Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2815°C
Wilgoć i wszechobecny w każdym kącie mieszkania grzyb. Całości dopełniają sypiące się ściany, chwiejące się okna oraz stęchlizna, która od progu bije w nozdrza. W takich warunkach od lat mieszkają Anna i Krzysztof Kobowie z synem Łukaszem. – To odbija się na zdrowiu domowników, głównie syna, który bardzo często choruje – mówi Anna Koba. Łukasz, uczeń gimnazjum, często nie chodzi do szkoły właśnie z powodu łapanych infekcji. Za komunalne pokój, kuchnię i łazienkę Kobowie płacą czynsz w wysokości 250 zł miesięcznie. Sytuacja finansowa rodziny nie jest dobra. Dochód na jednego członka nie przekracza 350 zł miesięcznie. Małżonkowie nie ukrywają, że korzystają z pomocy społecznej, w tym m.in. odnośnie dopłaty do czynszu. – A i tak mieszkanie jest zadłużone – wyznaje pani Anna.
Przy ul. Długosza mieszkają już 18 lat. – Dziesięć lat czekałam na mieszkanie. Przedtem tułaliśmy się po kwaterach prywatnych. W końcu dostałam przydział, ale w takim mieszkaniu nie da się normalnie żyć – stwierdza gospodyni. Mieszkanie nie ma gazu, zamiast centralnego ogrzewania są piece. Mury pękają, okna strach otworzyć. –Przy obiedzie trzeba patrzeć, żeby sufit nie wpadł do talerza. W łazience strach wejść do wanny, żeby nie dostać w głowę odpadającym tynkiem ze ściany czy sufitu. Już połowa tynku wpadła do wanny – pokazuje Krzysztof Koba. Wystarczy lekko przesunąć ręką po ścianie, a na podłogę opada zagrzybiony tynk. W przedpokoju nie tylko grzyb na ścianach, ale dziury w suficie, przez które widać sąsiada. – Kiedy zwróciliśmy się do ZGK, że w mieszkaniu jest wilgoć i grzyb, to usłyszeliśmy, że to nasza wina, bo nie wietrzymy. Ale jak mamy wietrzyć, jeśli okna i drzwi są w takim stanie, że nie można ich ani otworzyć, ani zamknąć. Poza tym tak pozakładali daszki i rynny, że jak jest deszcz, to woda spływa po murze, a potem przez dziurawe okna nam do mieszkania – pokazuje ślady na ścianie Krzysztof Koba.
Mieszkanie jest bardzo ciemne. Nawet w dzień, przy słonecznej pogodzie panuje w nim półmrok. Łukasz odrabia lekcje przy zapalonym świetle. Najgorzej jest zimą. Kobowie nie są w stanie nagrzać mieszkania piecem. –Siedzimy w pokoju, bo w kuchni się nie da. Wieje w niej jak na dworze, a na ścianach jest normalna ślizgawka. Czasem nawet wiszą sople lodu – mówią Kobowie.
Od trzech lat w budynku nie ma drzwi wejściowych. Kiedy pada deszcz, cała woda wali na klatkę i prosto do mieszkania Kobów. Zimą zaś mają zaspy śniegu pod drzwiami. Klatka nie była chyba malowana od 25 lat, a schody na piętro są w takim stanie, że za chwilę ktoś razem z nimi wpadnie do piwnicy. Takie zgnite. Jak mówią małżonkowie, administrujący budynkiem ZGK za opłakany stan mieszkań wini lokatorów. – Powiedzieli nam, że kolejnych drzwi nie wstawią, bo to nasza wina, że zniknęły. Tak samo było z oknem na klatce. Nie wiem, czy to był remont, czy naprawa. Przyjechała ekipa z ZGK i zabiła okno płytą pilśniową – mówi Krzysztof Koba.
Dwa miesiące temu Kobowie wyremontowali pokój. – Bo już nie szło tak dalej żyć. Na malowanie dostaliśmy pieniądze z opieki. Na remont wyszły dwa worki cementu, worek wapna i farby. Mąż wszystko drapał, czyścił. Tyle że minął miesiąc, a na ścianie na nowo pojawił się grzyb i wilgoć. Meble odsunęliśmy trochę od ściany, bo boimy się, że nam się rozlecą – załamuje ręce Anna. Chciałaby się przenieść z rodziną do innego, przede wszystkim suchego mieszkania. – Napisałam pismo do Zakładu Gospodarki Komunalnej, ale okazało się, że mieszkanie nam się nie należy, bo mamy przekroczony metraż o 5 m kw. na osobę. Ale dłużej tak żyć się nie da – mówi.
Oskar Figura zamieszkały w kamienicy przy ul. Mikołowskiej też narzeka. Jego dom sąsiaduje od podwórza z kamienicą, w której mieszkają Kobowie. Pokazuje zewnętrzną ścianę kamienicy porośniętą mchem. – Wszystko przez te daszki. Woda spływa po ścianach i stąd ta wilgoć. W mieszkaniu wszystkie meble mam poprzestawiane na jedną ścianę, żeby nie pogniły od tej wilgoci. A w administracji traktują nas jak natrętów, po co by się do nich nie poszło – mówi Figura. Dodaje, że odkąd zamieszkał w tej kamienicy, to nie pamięta remontu, choć sklerozy nie ma.
Lokatorzy obydwu budynków zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. Chodzi o instalację gazową, która z kamienicy przy Mikołowskiej biegnie do piwnicy budynku przy Długosza. – To dziadostwo jest tu od ponad 15 lat i nikogo nie interesuje. Instalacja jest niezabezpieczona, bez jakiejkolwiek konserwacji. W piwnicy u Kobów to na rurze jest parę ładnych kilo rdzy. To grozi wybuchem, ale pewnie zainteresują się tym, jak dojdzie do tragedii – denerwuje się Oskar Figura.