Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2815°CUbiegły tydzień minął pod znakiem zatrzymań osób ze świecznika, ale i poszukiwań, jakich Polska dotąd nie widziała. Prowadził je Leszek Miller, który chciał złożyć w sądzie pozew przeciwko Zbigniewowi Ziobrze za oskarżanie go o zadeptywanie śladów na miejscu zabójstwa gen. Marka Papały, ale nijak nie mógł ustalić adresu jego zamieszkania. W ostatniej chwili, bo mijał termin, poprosił więc publicznie o pomoc wszystkich, jak to określił, ludzi dobrej woli. Skutek był niebywały, bo poznał adres w ciągu kilku godzin, a przy okazji Polacy zadawali sobie jedno pytanie: gdzie też mieszka Zbigniew Ziobro.
Podobne zamieszanie towarzyszyło wręczaniu Herbertowi Hupce tytułu zasłużonego dla Raciborza. Wszystko działo się latem 1998 roku. Jak tłumaczył mi Andrzej Markowiak, ówczesny prezydent Raciborza (obecnie poseł PO), szefowi Ziomkostwa Ślązaków należał się taki honor, bo po powodzi stulecia pomógł gminie w uzyskaniu ogromnych pieniędzy na budowę oczyszczalni ścieków i szpitala z Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Przyznał jednak, że rada miasta, bo to ona nadała odznaczenie, nie zajmowała się wiodącą działalnością Herberta Hupki, którym straszono u nas niczym wcielonym diabłem, więc większość rodaków zareagowała na to wszystko świętym oburzeniem. Poseł Janusz Dobrosz (wtedy PSL, teraz LPR) twierdził nawet, że wystąpił do wojewody śląskiego o zakazanie Hupce wjazdu na terytorium naszego kraju, a wiele organizacji zapowiedziało zmasowane protesty.
Gdy jednak przyszło do wręczania tytułu, okazało się, że gmach magistratu, gdzie ponoć miała odbyć się uroczystość, jest zamknięty na cztery spusty. Trudno opisać, co działo się przed wejściem, bo kłębił się tam tłum reporterów i narodowców ze sztandarami. Ci drudzy stali bezradnie, ale dziennikarze szybko odzyskali rezon i zaczęli wydzwaniać do wszystkich możliwych znajomych, usiłując dowiedzieć się, gdzie też ukryły się władze ratusza wraz z zasłużonym. Raciborzanie przyszli nam z pomocą równie ofiarnie jak teraz warszawianie byłemu premierowi, ale mieli sprzeczne informacje. Jeździliśmy więc ulicami w zawrotnym tempie, co chwilę zmieniając kierunek, bo raz słyszeliśmy, że Markowiak i Hupka są tu, to znowu że tam.
Gdy znaleźliśmy prezydenta, Hupki już nie było. Okazało się, że odebrał odznaczenie wcześniej i zniknął, bo włodarze nie chcieli narażać go na ewentualne przykrości. Na ile im się udało, nie wiadomo, skoro nazajutrz w gazetach ukazały się teksty opatrzone tytułami w rodzaju podchody z Hupką. On i tak wyszedł z tego obronną ręką, bo w końcu nie przyznał sobie tytułu sam. Dziś nie ma go już na tym świecie, ale podchodów, o ile można użyć tego określenia, nie brakuje, i to na szczytach władzy. Co gorsza, po ujawnieniu ostatnich porażających dowodów, bo teraz nie ma przecież innych, zgłupieliśmy już chyba doszczętnie. Co będzie dalej?