Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

17-2°C
224°C
Upalna pogoda spowodowała niemalże wyschnięcie czterech studni, które zaopatrują w wodę całą Lubomię. W dodatku ponad 30-letnia sieć nie nadąża za zwiększonym popytem. Skutek jest taki, że woda z kranów płynie jak przysłowiowa krew z nosa. Najgorzej jest w Syryni. Dlatego władze gminy, a nawet księża, apelują o oszczędzanie.
Henryk Okoń, kierownik Zakładu Wodociągowo-Kanalizacyjnego w Lubomi, tłumaczy, że nieszczęściem są za małe zdolności produkcyjne stacji uzdatniania wody, która zaopatruje całą gminę. – Wodę czerpiemy z czterech studni o głębokości 15 m. To za mało, by zbiornik na stacji był ciągle pełny, a woda z kranów płynęła bez zakłóceń – mówi Okoń. Problem pojawił się już w zeszłym roku. Niedawno mieszkańcy Syryni przez tydzień nie mieli wody z sieci. Czerpali ją z beczkowozów ustawionych na przykościelnym placu. – W lepszej sytuacji byli ci, którzy mają własne studnie, jak np. ja – mówi Damian Plutowski. Usuwanie awarii trwało kilka dni. – Najpierw napełniliśmy zbiornik na stacji, następnie płukaliśmy rurociągi. Teraz woda jest już zdatna do picia – zapewnia Henryk Okoń.
Apeluje jednak do mieszkańców o niepodlewanie ogródków wodą z sieci, bo jest jej wciąż zbyt mało i kłopoty może się powtórzyć. Stacja uzdatniania wody w Lubomi pochodzi z lat 70. Gmina przymierza się zatem do budowy nowej. Jest już gotowych pięć odwiertów, kolejne powstaną w najbliższym czasie. Jeszcze w tym roku dojdzie do ogłoszenia przetargu na przygotowanie dokumentacji projektowej. – Kiedy projekty będą gotowe, zaczniemy szukać źródeł finansowania inwestycji, która będzie kosztowała około 3,5 mln zł – mówi Henryk Okoń.