Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

17-2°C
224°CTragiczny wypadek autokaru z pielgrzymami, do którego doszło w niedzielę na terenie Francji, spowodował, że polityczne przepychanki w kraju zeszły na drugi plan. Dziś jednak skończy się żałoba narodowa, więc tylko patrzeć, jak wróci np. ostatnia afera, czyli sprawa niewydania Polsce Edwarda Mazura. Tym bardziej że amerykański sędzia nie zostawił suchej nitki na wniosku ekstradycyjnym, oświadczając bez ogródek, że nie wytrzymuje on żadnej krytyki. Pech chciał, że wszystko zbiegło się z rocznicą sprawowania funkcji przez premiera, który z tej okazji chwalił się, że rządy jego gabinetu to pasmo osiągnięć.
O ile jednak można było jeszcze utrzymywać, że niedawny szczyt unijny zakończył się zwycięstwem Polski, o tyle nie da się już przekuć w sukces druzgocącej klęski przed wymiarem sprawiedliwości USA. Mało tego: minister Ziobro, zamiast przyznać się do lichego udokumentowania wniosku, oskarża byłego premiera Leszka Millera o zadeptywanie śladów na miejscu zabójstwa generała Papały, a ten grozi mu procesem o zniesławienie. A co to wszystko ma wspólnego z postępowaniem ekstradycyjnym? Prokuratura miała zebrać taki materiał, który przekonałby przedstawicieli Temidy za oceanem, ale zebrała, jaki zebrała, wmawiając nam, że jest on nie do podważenia. Nie pierwszy to przypadek próby manipulowania opinią publiczną, w dodatku elity polityczne obrzucają się inwektywami w stylu godnym coraz większego ubolewania, a ojciec dyrektor dolewa oliwy do ognia.
Słyszymy zatem o szambie, szatanach, czarownicach i oszustach, marszałek Sejmu zarzuca reporterom nałaźliwość (Bóg raczy wiedzieć, co to oznacza), a my przestajemy się dziwić, choć jest to boksowanie się już nie tylko z koalicjantami. Przykładem może być choćby postawa rządu wobec strajkujących pracowników służby zdrowia. Obie strony mają tu rację, ale to obowiązkiem władzy jest zadbanie o pacjentów, bo oni płacą za opiekę medyczną, i to wcale niemało. Przestały mnie więc już bawić stwierdzenia, że nastały diabelskie czasy, bo diabelscy to są ludzie. Nie chce mi się też śmiać z dowcipu, jak to ojciec dyrektor dzwoni do Kaczyńskiego i pyta: Jarosław, ale słyszy: Lech i oświadcza: a to przepraszam. Nie jest mi wesoło, kiedy Lepper oświadcza, że LiS da radę Kaczorom, bo jest to oburzające, podobnie jak gadanie, że premier nie ma doświadczenia w sprawach damsko-męskich, więc nie powinien zabierać głosu.
Lepper przeprosił, ale co z tego? Przysłowie poucza: nie przepraszaj i nie grzesz. Chciałabym żyć w nudnym kraju, gdzie naród nie musi ani pocieszać się stawianiem pytań, czy mąż czarownicy to czarodziej, czy może czaruś, ani słuchać wywodów, że rządy PiS-u są dobrem Polski. Jest mi już wszystko jedno, kto będzie sprawował władzę, byleby nam żyło się lepiej, a takie dramaty, jak ten z niedzieli, dawały do myślenia nie na kilka dni, ale na stałe. Wtedy być może nie dochodziłoby do podobnych zdarzeń. Obawiam się jednak, że to tylko pobożne życzenia.