Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

17-2°C
224°C
Mieszkańcy trzech domów przy ulicy Radoszowskiej w Szczerbicach od dawna zabiegają o utwardzenie drogi i podłączenie ich posesji do kanalizacji. – Mieszkamy 400 metrów od głównej drogi, gdzie idzie rura kanalizacyjna – mówi Tadeusz Hadam, mieszkaniec domu nr 26 przy ulicy Radoszowskiej. – Kanalizują wieś z funduszy unijnych, więc dlaczego chcą nas ominąć? Czy jesteśmy gorszymi ludźmi? – pyta wzburzony.– Bezczelność wójta nie zna granic. Powiedział mi, że mamy sobie sami zrobić przydomową oczyszczalnię ścieków, bo ta kosztuje „tylko” 8 tys. zł! Tylko tak się akurat składa, że nie mieszkają tutaj zamożne rodziny. Nas po prostu nie stać na taką inwestycję – denerwuje się Hadam.
– To prawda, doradziłem tym ludziom, by zrobili sobie przydomową oczyszczalnię. Jeśli nie chcą takiej za 8 tysięcy, to mniejsze są już nawet za 2-3 tys. zł – podkreśla wójt Andrzej Kowalczyk. Z funduszy unijnych na tę inwestycję gmina Gaszowice uzyskała 70 proc. dofinansowania, resztę wyłożyła sama. Metr kanalizacji kosztuje około tysiąca złotych – wylicza wójt Kowalczyk. – Nie może być tak, że ich nie stać na wybudowanie sobie oczyszczalni za 8 tys. zł, a my jako gmina mamy wyłożyć aż 400 tys. zł na podłączenie trzech domów do węzła głównego! To byłaby absurdalna inwestycja, której unia nie zaakceptowałaby. Zresztą to nie są jedyne domy we wsi, które nie będą podłączone; około 1/3 gminy nie będzie skanalizowana. Musimy wybierać – dodaje.
Kolejne pretensje dotyczą polnej, nieutwardzonej drogi do wspomnianych domów. Jest w fatalnym stanie: dziura na dziurze, brak pobocza. Zimą czy w czasie większych opadów mieszkańcy nie mogą dojechać do swoich posesji. Auta zostawiają przy głównej drodze. Nawet firmy od wywozu śmieci nie podpisały z mieszkańcami umowy na zabieranie odpadów. – Dopiero firma z Kędzierzyna zgodziła się wywozić nasze śmieci – mówi jedna z mieszkanek Radoszowskiej. – Po prostu miejscowe przestraszyły się tej drogi i odmówiły nam – dodaje kobieta.
Mieszkańcy od dawna chcą nieodpłatnie przekazać gminie tę swoją drogę. – Ale gmina jej nie chce – kwituje Tadeusz Hadam. Interwencje u wójta Gaszowic na niewiele się zdały. Skargi wnoszone do urzędu pozostają bez echa.– Jeden z urzędników powiedział mi, po co tak daleko wybudowałem od drogi – mówi emeryt. Utwardzilibyśmy sami tę drogę, ale to ponad nasze siły. Któż z nas ma to zrobić? – pyta retorycznie.
Wójt Gaszowic wtóruje urzędnikom: – Jak ktoś wybudował sobie w szczerym polu, to trudno, teraz musi ponosić tego konsekwencje. Zapewnił jednak, iż od przyszłego roku gmina przejmie tę drogę. – Ci mieszkańcy dopiero złożyli wniosek do gminy o jej przejęcie. Przez dwa lata nie umieli zebrać wszystkich podpisów w tej sprawie. Nie jest więc prawdą, że nie przejmiemy tej drogi, choć to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Z kasy gminy potrzeba wyłożyć około 20 tysięcy na prace geodezyjne i administracyjne. No i to wszystko potrwa – podkreśla wójt.