Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

17-2°C
224°C
Kwiecień bieżącego roku: sześcioletni chłopczyk spadł z przyczepy na drogę. Dziecko doznało śmiertelnych urazów głowy. W maju czteroletnia dziewczynka posadzona na błotniku ciągnika bez kabiny spadła pod koła przyczepy. Zginęła. Czerwiec – podczas prac polowych czterolatka przygniótł ciągnik rolniczy. Zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Tego samego miesiąca rolująca siano prasa zmiażdżyła obydwie ręce dziewięciolatkowi, który pomagał rodzicom przy sianokosach.
Problemem są małoletni traktorzyści. Dziewięcio-, dziesięcio-, a niekiedy nawet i ośmiolatków można spotkać nie tylko na polu. Zdarza się, że dziecko prowadzi pojazd również na drodze publicznej. – To kwestia odpowiedzialności i zdrowego rozsądku rodziców, którzy sadzają syna na maszynę, uczą jej obsługi, a na koniec pozwalają na jazdę – mówi asp. Piotr Piórkowski z rybnickiej drogówki. Jak wyjaśnia, kierowanie ciągnikiem przez 10-latka na polu jest niedozwolone. A już wyjazd tym pojazdem na drogę i włączenie się do ruchu jest złamaniem prawa. Najczęściej można to zaobserwować podczas dożynkowych parad, kiedy w kabinach maszyn rolniczych aż roi się od dzieciaków.
Drogówka wyjeżdża do każdego wypadku, nawet na polu, jeśli uczestniczy w nim ciągnik, kombajn czy jakaś inna maszyna, gdyż jest on traktowany jako wypadek komunikacyjny. Szczęśliwie w ciągu ostatnich kilku lat w powiecie rybnickim nie doszło do żadnego tragicznego wypadku z udziałem nieletnich traktorzystów. – Bardzo rzadko również miały miejsce przypadki, abyśmy zatrzymywali maszynę rolniczą prowadzoną przez dziecko – mówi Piórkowski. – Wówczas ukarani zostają rodzice. Sprawę przekazujemy sekcji ds. nieletnich. Z reguły sprawa znajduje finał w sądzie dla nieletnich – tłumaczy.
W najbliższych miesiącach na drogach pojawią się kombajny. – Omijanie takiego kolosa, szczególnie z wyciągniętym hedrem, jest bardzo niebezpieczne. Zgodnie z przepisami, jeśli maszyna wyjeżdża na drogę, powinna mieć go złożony. W praktyce rolnicy nie stosują się do nich, jeśli przejazd z jednego pola na drugie wynosi kilkaset metrów – mówi Piórkowski. Za tego rodzaju praktyki grozi mandat, mimo to większość liczy na uniknięcie spotkania z patrolem.