Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

17-2°C
224°C
Dwie pracownice Ośrodka Pomocy Społecznej w Rybniku obrzuciły petenta Tadeusza Dybałę wiązanką epitetów, jakich nie powstydziłby się nawet majster na budowie. Sprawa znajdzie finał przed obliczem Temidy.
Tadeusz Dybała od lat choruje na serce. Mimo to działa społecznie i wraz z żoną opiekuje się trzema osobami niepełnosprawnymi, które mieszkają wraz z nimi. Co jakiś czas składa w OPS-ie wniosek o przyznanie dodatku mieszkaniowego. 15 czerwca udał się do sekcji dodatków, by dowiedzieć się o losy ostatniego wniosku, i został, jak mówi, nie tyle obrażony, co upokorzony. – Aleksandra P. i Iwona K., które tak mnie potraktowały, w ogóle nie powinny pracować w instytucji mającej pomagać ludziom – mówi oburzony. Jak dodaje, było to jego kolejne podejście w tej sprawie, która zaczęła się od tego, że nie ma warunków do pracy, więc sąsiadka udostępniła mu swój pokój. Żeby wszystko było zgodne z prawem, zameldował się u niej tymczasowo, stały meldunek nadal mając u siebie.
– I choć 15 stycznia dostałem na to potwierdzenie z urzędu, nagle okazało się, że korzystam z pokoju nielegalnie. Dowiedziałem się też, że płacę zań 140 zł, choć nie płaciłem ani grosza. Odmówiono mi więc dodatku do chwili wymeldowania. Nie mogłem tego pojąć, więc zadawałem pytania i pewnie tak zalazłem za skórę urzędniczkom, że te obrzuciły mnie epitetami. Postanowiły pokazać mi miejsce w szeregu z powodu mojej dociekliwości – przypuszcza Dybała. Feralnego dnia zadał kilka pytań, a w końcu dowiedział się, w jakim poszanowaniu te panie mają petentów. – Jeszcze dobrze nie zamknąłem za sobą drzwi, a usłyszałem: „On jest głupi, (...) on jest poj...y, chory na mózg, a nie na serce”. Słowa te padły z ust kobiet, w dodatku wszystko było słychać na korytarzu – stwierdza Dybała.
Nie zamierza puścić tego płazem. Ma dowód rzeczowy, bo nagrał rozmowę. – Kilka razy dostałem nauczkę, więc czasami noszę przy sobie dyktafon – wyjaśnia. Zaraz poszedł do dyrektora ze skargą na urzędniczki. – On też stwierdził, że takich słów nie wypada używać mężczyźnie, a cóż dopiero kobiecie. Dodał, że jest poruszony tą sytuacją – mówi Tadeusz Dybała. Jak tłumaczy, dodatek przyznano mu dopiero wtedy, gdy wymeldował się od sąsiadki. – Dali mi ponad 400 zł chyba tylko po to, żebym zamknął dziób – mówi bez ogródek. Jego wniosek w sprawie obelg jest już w sądzie. Rybniczanin żąda publicznych przeprosin i nałożenia na kobiety pięciu tys. zł nawiązki na rzecz domu dziecka. A co na to szefostwo OPS-u? – Jeśli pracownice zachowały się tak, jak przedstawił pan Dybała, podejmiemy odpowiednie kroki. Obecnie wyjaśniamy sprawę – mówi dyrektor Jerzy Kajzerek.