- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Nowiny - Tygodnik Regionalny
Wydruk pochodzi z adresu: http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,10443.html
Wszelkie prawa zastrzeżone © 1956 - 2010r.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Beata Reske wymarzyła sobie takie życie
Miasto:
Region,
Wydanie: 2007/10 (2589)Dział:
Z regionu07-03-2007
Beata Reske od 12 lat jest żoną proboszcza parafii ewangelicko-augsburskiej pw. Ducha Św. w Orzeszu. Wraz z mężem Henrykiem dochowała się trzech córek: 10-letniej Karinki, 9-letniej Emilki oraz 7-letniej Martynki.
 |
| Beata Reske ze swoimi córeczkami |
Wszystkie są oczkiem w głowie mamy i taty. Pani Beata nie ukrywa, że bycie żoną pastora nie jest proste. Nigdy nie narzeka na brak pracy, a swój czas umiejętnie dzieli między dzieci, dom, prowadzenie lekcji religii oraz zajęć w parafii.
Będąc małą dziewczynką, nie miała szczególnych wyobrażeń na temat swojej przyszłości. Wszystko zmieniło się, kiedy podjęła studia teologiczne, bo na uczelni poznała męża, aczkolwiek wtedy miała innego chłopaka. Po studiach ks. Henryk Reske został skierowany do Mikołowa jako wikariusz. I chyba nie obyło się bez interwencji Najwyższego, bo do Mikołowa jako katechetka trafiła również Beata Moczala. – I tak jakoś się potoczyło. Wspólna praca z dziećmi, obozy, wycieczki, wyjazdy na wakacje spowodowały, że nasza znajomość przerodziła się w coś więcej – opowiada pani Beata. W 1995 roku wzięli ślub. Ponieważ zamieszkali w domu rodzinnym pani Beaty w Orzeszu, miejscowa rada parafialna zaczęła czynić starania o własnego księdza.
Radość dawania – I został nim mąż. Ówczesny proboszcz rybnicki odstąpił mu Czerwionkę, więc obsługuje dwie parafie – opowiada pani Beata. Czy bycie żoną pastora spełniło jej marzenia? Jak sama mówi, wykształcenie teologiczne nie pozwala siedzieć i nic nie robić, a dla niej duszpasterstwo to wymiar bycia w parafii i tworzenia wiary. – Od początku wiedziałam, że to jest dobre. Pasja oddawania czasu ludziom to coś wspaniałego – dodaje. Najważniejsze są dla niej dzieci, które chodzą do szkoły nie tylko zwykłej, ale i muzycznej w Żorach. Karina uczy się grać na pianinie, Emilka na flecie poprzecznym, a Martyna na skrzypcach. Pani Beata dowozi je na lekcje. Uczy też religii w Orzeszu i w Czerwionce i jest to dla niej szczególne zajęcie.
– Przez naukę, spotkania poznaje się pokolenia. To bardzo piękny kapitał – stwierdza. Jak dodaje, do tego dochodzą parafialne spotkania z kobietami, zajęcia w chórze, ale to wszystko daje jej nie tylko satysfakcję, ale przekonanie, że chce w tym kościele pracować. Przyznaje, że nie ma zbyt dużo czasu na życie towarzyskie, no i trochę leży kultura. – Zaległości odrabiam podczas ferii – mówi. Każdy wolną chwilę spędza z dziewczynkami, a wieczorami są rozmowy, czytanie, odrabianie lekcji, przytulanie. Szkoda jedynie, że męża bardzo często nie ma w domu. – Ale taką ma pracę. Mąż jest bardzo otwarty, spontaniczny i wesoły, przez co często poprawia nam wszystkim humor. Jeśli martwię się, że z czymś nie zdążę, wtedy przychodzi i rozładowuje każdą napiętą sytuację – opowiada pani Beata.
Ciocie i parafianki Zawsze może liczyć na pomoc swojej rodziny, która dzieli się obowiązkami, żeby nikt nie czuł się zbyt obciążony i zmęczony. – Np. jedna ciocia pilnuje dziewczynek w środę, w czwartek przez dwie godziny zajmuje się nimi moja mama, a w piątek przyjeżdża ciocia z Rybówki – śmieje się. Pani Beata bardzo ceni sobie kontakty z parafianami. Temu służą m.in. spotkania, które sama organizuje. Poza tym kiedy w domu zjawią się goście, trzeba się nimi zająć. Tu może liczyć na pomoc córek, które przy okazji doskonale się bawią. A ich mama mówi, że dla niej całe życie jest przyjemnością. Lekcje religii, spotkania w kościele, wychowywanie dzieci to jest to, co chciała robić. Omawia też z mężem wiele służbowych spraw.
Przyznaje, że dyskusje są różne, bo jeśli dwoje ludzi wykonuje to samo, to różnie może być. Czy wystarcza jej czasu na wszystko? – Doba ma 24 godziny. Robię tyle, ile w tym czasie jest możliwe. Nie jestem żądna wrażeń, ale poszukuję nowych wyzwań, choć dobrze czuję się w gronie rodziny, przyjaciół – stwierdza Beata Reske. Jak każda kobieta ma swoje marzenia. Chce być potrzebna ludziom, zapewnić córkom dobre wykształcenie, żyć w zgodzie z mężem. Ma też jeszcze jedno marzenie, związane z młodzieńczą pasją. – Uwielbiam chodzić po górach, ale teraz nie mam na to czasu. Chciałabym jednak zobaczyć wysokie Tatry i trochę tam pobyć – kończy z uśmiechem.
Autor: Małgorzata Sarapkiewicz