Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

-7-15°C
-10-14°CW zeszły czwartek, 1 marca, załoga kopalni Budryk w Ornontowicach zdecydowała w referendum, że w razie braku porozumienia płacowego z zarządem podejmie strajk. Zarówno związki, jak i szefostwo zakładu deklarują chęć kontynuowania rozmów. – Strajk to ostateczność – mówią.
Referendum to efekt sporu zbiorowego, w jaki z pracodawcą weszły wszystkie kopalniane związki zawodowe. Jest ich osiem. 17 lutego, po raz pierwszy od lipca 2004 roku, zjednoczyły się i poparły żądania załogi. W referendum wzięło udział 1420 osób, a więc 72 proc. górników obecnych tego dnia w pracy i 58,7 proc. załogi liczącej 2417 pracowników. – Za strajkiem głosowało 1337 osób, czyli 94,1 proc. górników. 77 pracowników nie głosowało, a sześć głosów było nieważnych. Załoga znowu udowodniła, że nie da się podzielić w najważniejszych sprawach – mówi Grzegorz Bednarski, szef Kadry. 26 lutego przedstawiciele poszczególnych central związkowych prowadzili masówki na wszystkich zmianach i wyjaśniali przyczyny referendum.
Chodzi m.in. o wynagrodzenia, które w styczniu obniżono o 25 proc. dodatku na dojazdy do pracy. Obcięto go o 65 zł, w efekcie górnicy dostają nie 250 zł, ale 185 zł. Związkowcy twierdzą, że zarząd złamał przy tym prawo, a sprawa przepełniła czarę goryczy. Żądają też podwyżek średnio 300 zł netto dla górnika, przeszeregowań dla pracowników, dokonania dodatkowego odpisu na ZFŚS oraz bonów wartości 300 zł na Wielkanoc i Boże Narodzenie. Działacze dodają, że do proponowanej kwoty Budryk dochodziłby etapami. Skąd te kwoty? W ubiegłym roku Budryk miał ponad 5 mln zł zysku netto. To według związkowców pozwala na zwiększenie funduszu wynagrodzeń.
– Kopalnia co roku przynosi zyski. Nie korzysta z pomocy publicznej, podpisała bardzo korzystne umowy na sprzedaż węgla. Dlatego ci, którzy na to pracują, w końcu powinni być docenieni – stwierdza Andrzej Powała, szef Solidarności. Jak wyjaśnia Mirosław Kwiatkowski, rzecznik Budryka, realizacja postulatu spowodowałaby wzrost nakładów na płace o 30 proc. Żądania pochłonęłyby 32 mln zł, a więc 5 proc. rocznych przychodów. O takim wydatku nie ma mowy, więc zarząd proponuje podwyżkę stawek zaszeregowania o 6 proc., chcąc przeznaczyć w tym roku dodatkowo 9,5 mln zł na wynagrodzenia. Deklaruje też podwyższenie funduszu świadczeń socjalnych. – To oznacza ok. 1050 zł na pracownika z tytułu dopłat do tzw. wczasów pod gruszą – dodaje rzecznik.
Jeżeli dojdzie do porozumienia, to dyrekcja jest gotowa powrócić do starych zasad i przywrócić 25 proc. dodatku na dojazdy do pracy, a nawet nadpłacić górnikom te kwoty. Na razie nie wiadomo, czy dojdzie do kompromisu, ale wiadomo, że ewentualny strajk byłby legalny, co potwierdzają obie strony. Wypada dodać, że samodzielny na razie Budryk, zgodnie z planem rządowym, w tym roku ma być włączony do Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Związkowcy chcą więc zrównania płac załogi z płacami kolegów z kopalń JSW.
Magdalena P.: Wrzuciłam dziecko do pieca CO
GUS ukrywa liczbę Ślązaków
Jak rodzić z uśmiechem?
Gorzyce: Matka zatrzymana, policja szuka noworodka
Mróz nadal daje popalić, ale przy koksioku jest cieplej
Uczelnia dla pielęgniarek